next
pause
play
prev

Kultura

26.02.2013

Cykl smoleński w olkuskim BWA

Kilka osób zwiedzających trwającą właśnie w Galerii BWA wystawę malarstwa Zbigniewa Cebuli zwróciło uwagę, że wiele z prezentowanych prac przypomina im wypalane w latach 60-tych w Olkuskiej Fabryce Naczyń Emaliowanych talerze zdobione geometrycznymi wzorami. Wyjaśnienie tego znajdujemy we wstępie do katalożku wystawy, gdzie o malarstwie Zbigniewa Cebuli czytamy, że charakteryzuje się ono: „radykalnie przetrawionymi i złamanymi gamami kolorystycznymi oraz niekiedy drastycznie zestawionymi płaszczyznami, nie ulegającymi jednak dekompozycji czy rozbiciu. Są one, w cierpliwym procesie tworzenia, poddane rygorowi bezwzględnej konstrukcji, a cała ich siła i ekspresja - uzyskana poprzez gęste, chropawe i nawarstwiane faktury - podporządkowana jest ogólnej koncepcji i kompozycyjnej topografii płaszczyzny płótna. Za patrona tego typu postawy można by uznać Nicolasa de Staëla, ulubionego malarza Cebuli, a na gruncie krakowskim Witolda Damasiewicza, u którego Cebula bywał swego czasu w pracowni. Malarz uprawia ten rodzaj elementarnych poszukiwań w obrębie materii malarskiej, jakie w latach 60-tych XX wieku zapoczątkowali członkowie Grupy Nowohuckiej”. Mamy więc tu do czynienia z czytelnym nawiązaniem do stylistyki lat 60-tych, dziś znów modnej. Zbigniew Cebula (ur. w 1961 r.) jest znanym krakowskim malarzem, wykładowcą na wydziale grafiki tamtejszej ASP, której jest absolwentem (w 1993 r. w pracowni prof. Jana Szancenbacha). Na wystawie w BWA zgromadzono sporo prac z ostatnich lat. Obrazy zwracają uwagę nie tylko perfekcyjnie skonfrontowanymi barwami, ale i bogatą fakturą. Z „winy” tej faktury niektóre obrazy sprawiają wrażenie ciężkich, czy wręcz pancernych, i mogłyby przytłoczyć oglądających, gdyby nie kolorystyka, która dodaje im lekkości.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt podjęcia przez artystę tematu katastrofy smoleńskiej, która w środowisku artystycznym – z niewiadomych powodów - jest uważana za passe. Temu niebywale istotnemu w dziejach Polski wydarzeniu poświęcony jest cykl prac malowanych głównie na deskach (nawet na pękniętej desce do krojenia), ale także na płótnie, z wizerunkami ptaków-samolotów. Ptaki te należy interpretować symbolicznie, jako swobodnie przemierzające przestworza uwolnione od ciał dusze tych, którzy zginęli. Patrząc na ów cykl, przypomniałem sobie również o znaczeniu sokoła w „Dekameronie” Boccaccia, gdzie symbolizował porozumienie. W obliczu kontrowersji, które narosły wokół katastrofy, nić takiego porozumienia bardzo by nam się przydała. Cykl smoleński zawieszono bardzo wysoko, co już samo w sobie można uznać za swoisty komentarz do tego dramatycznego wydarzenia. Na wszystkich jest ta sama data - 10. IV. 2010 r. Artysta nie jest od wyjaśniania wydarzeń; artysta jest od podejmowania tematów. Katastrofa, w której zginęło 96 najważniejszych osób w państwie, powinna być inspiracją nie tylko dla budowanych w szlachetnym porywie, choć często tandetnych pomników, ale także dla dzieł, które zawierają w sobie coś więcej niż doraźne wzruszenie.

Warto przyjść do BWA. Wystawa potrwa do 6 marca. A od 8 marca, Galeria Sztuki Współczesnej Biuro Wystaw Artystycznych w Olkuszu zaprasza na wystawę malarstwa Grzegorza Skrzypka (oficjalny wernisaż - 14 marca, godz. 18.00).

Olgerd Dziechciarz

powrót do listy