|
Marek Sołtysik ur. w 1950 roku w Olkuszu. Od 1964 roku mieszka w Krakowie. Poeta, publicysta, eseista, redaktor, krytyk sztuki, scenarzysta, autor słuchowisk, artysta malarz i grafik. Ukończył Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie (1969) i tamtejszą Akademię Sztuk Pięknych (1975, dyplom u prof. Włodzimierza Kunza). W latach 1975-1979 asystent na wydziale grafiki krakowskiej ASP. Zilustrował 10 powieści Henryka Sienkiewicza („Ex Libris”, Chicago – Warszawa 1999. Jako poeta debiutował w roku 1972 w „Dzienniku Polskim”. W latach 1978-1990 pracował w „Życiu Literackim”. Od 1990 do 1991 był szefem zespołu scenarzystów w Ośrodku TV Kraków. W latach 1991-1995 pracował w „Gazecie Krakowskiej”. Był wieloletnim współpracownikiem „Przekroju” – aż do przeniesienia redakcji do Warszawy. Od 1999 do 2001 pracował w redakcji wydawnictw Muzeum Narodowego w Krakowie.
W r. 1995 wszedł na ekrany film R. Brylskiego „Deborah” wg powieści Sołtysika („Debora”, dwa wydania, dwie adaptacje radiowa), z nagrodzoną kreacją Renaty Dancewicz. Od siedmiu lat współpracuje jako stały felietonista z Pismem Adwokatury Polskiej „Palestra”. Członek warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Opublikował 25 książek autorskich, jest autorem licznych opracowań i albumów oraz słuchowisk emitowanych na antenie PR. Ostatnio wydane książki Marka Sołtysika: „Znak miłości” (AA, Kraków 2005), Piękni szaleńcy” (Świat Książki, Warszawa 2006), „Legowisko szakali” (Świat Książki, Warszawa 2007), „Tu nie wypada kochać” (LTW, Łomianki, 2009), „Sekrety nieśmiertelnych” (Rytm, Warszawa 2009), „Czułość i podniecenie” (Agawa, Warszawa 2009). – Pańska najnowsza powieść „Czułość i podniecenie” rozgrywa się w środowisku artystycznym Krakowa, jednak dwójka głównych bohaterów wywodzi się z Olkusza tu też w pewnym momencie wraca To chyba nie przypadek – przecież Pan wywodzi się właśnie z Olkusza. – Olkusz to miasto mego dzieciństwa, spędziłem tu 14 lat. W jednej z roboczych wersji powieści jest trochę olkuskich realiów – w książce pojawiały się bazylika św. Andrzeja Apostoła – otoczony jednym murem cmentarz katolicki i prawosławny w środku miasta, z grobem Francesco Nullo – Olkusz był więc rozpoznawalny, ale sama nazwa miasta nie padała Postanowiłem to jednak zmienić. Skoro Kraków występuje jako Kraków, to i Olkusz nie powinien być zamaskowany. – Czy dziś, po tylu latach, często wraca Pan do Olkusza? – Oczywiście, nie tylko myślami, mieszka tu moja mama, dziś 91-letnia. Także rodzeństwo, kolejne pokolenia. Pisząc „Czułość i podniecenie” chciałem spłacić swój dług wobec tego miasta, tu przecież rosłem, tu się kształtowałem. W kamienicy, w której się urodziłem, mieszkał pan Bronisław Grzywacz, uczeń samego Wyspiańskiego, artysta malarz. I on w liceum uczył mego brata rysunku. Wyobraża Pan sobie, co to było za przeżycie, widywać codziennie człowieka który znał osobiście Wyspiańskiego? Z otwartą gębą stałem godzinami przed sławnym Poliptykiem Olkuskim, arcydziełem XV-wiecznego krakowskiego mistrza Hanusza, który podczas podróży artystycznych praktykował pod okiem artystów środkowoeuropejskich i niderlandzkich. Stać było miasto na drogie dzieło. Poliptyk Olkuski – dziś w ołtarzu głównym – znajdował się „za moich czasów” w bocznej, wyciszonej kaplicy Amendzińskiej (od olkuskiego rodu Amendów). Mieszczanie, którzy podobno stukali o bruk złotymi podkówkami u butów, doceniali artystów. Otaczali się pięknem. Świadczą o tym także kamienice w Rynku z renesansowymi portalami. W Olkuszu była mennicą bo to miasto królewskie, otoczone murami. Gotyk, renesans, barok, neogotyk, klasycyzm, wszystko to mijałem codziennie w drodze z domu do szkoły. Jako uczeń krakowskiego LSP w wakacje dostałem zaszczytne zadanie: odmalowywałem i konserwowałem herb Bergamo, umieszczony na grobie Francesco Nullo, garybaldczyka, powstańca styczniowego, o którym uczono nas w szkole. Pomnik Nullo – w formie strzaskanego dębu – znalazł się – nienazwany, ale wyraźny – w mojej powieści „Tu nie wypada kochać”, historii pierwszej miłości nastolatków w dramatycznych realiach Marca 1968. – Z Pańskich słów wynika że w Olkuszu panuje atmosfera sprzyjająca artystom? – Oczywiście. I to nie tylko dzięki bogatej historii srebrnego miasta Zmarły niedawno wielki malarz Jan Tarasin, choć kaliszanin, zdawał maturę w Olkuszu, w wysoko notowanym już przed wojną Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Kazimierza Wielkiego. Tu zamieszkała po powstaniu warszawskim malarka Maria Płonowska, zaprzyjaźniona z Tadeuszem Dołęgą-Mostowiczem. Tutaj, w sercu miasta -na placu między bazyliką a kaplicą św. Jana Kantego – odprawiano nabożeństwo za duszę Haliny Wyrodek, olkuszanki, aktorki, pieśniarki Piwnicy Pod Baranami. Hipnotyczny hymn „Ta nasza młodość” w jej interpretacji znają w Polsce wszyscy. – Czy Olkusz pojawiał się także w innych Pańskich utworach? – Tak. Choćby w opowiadaniu „Włodzimierz Molerynkoff albo szkic do portretu starszego artysty” z tomu „Ulica Maska”. Tytułowy bohater (nazwisko zmienione) to pierwszy rzeźbiarz, który się pojawił w Olkuszu. Jako dwunastolatek zapukałem do jego pracowni, tam rysując z natury dostawałem pierwsze korekty; w malowni¬czej scenerii antymieszczańskiego wnętrza kształtowała się moja twórcza świadomość. Szukać! Nie poprzestawać na ładnym, ale powierzchownym! Może dlatego niebawem po śmierci artysty, napisałem opowiadanie „Przesmyk i ciało” – także o nim, ale bez sarkazmu. Można je przeczytać w „Intymnych zwierzeniach kilkunastu osób”. I dalej olkuskie inspiracje; szukałem czegoś dla siebie – i znajdowałem to: nie obchodził mnie regulamin; jako uczeń V klasy szkoły podstawowej korzystałem z księgozbioru Powiatowej Biblioteki Pedagogicznej. Lektury podsuwała mi tam pani Ludmiła Jarnowa, wnuczka malarza Wojciecha Kornelego Stattlera, którego uczniem był Jan Matejko. W moich książkach o perypetiach twórców „Piękni szaleńcy” i „Sekrety nieśmiertelnych” wspominam o olkuskiej bibliofilce. Tak, pani Jarnowa to była wytworna damą zawsze w granatowym bibliotecznym fartuchu. Postać jak z mistrzowskiej powieści: dumna a pełna ciepła Była w wieku, który od dawna uprawniał ją do emerytury. Kiedy pożyczała mi albumy malarstwa, m.in. z aktami pędzla Velasqueza, Rembrandta, Rubensa, Goi, mówiła: „Tym się nie powinieneś gorszyć, bo to są dzieła sztuki”. Olkuskie realia nieco zamaskowane, można znaleźć w mojej debiutanckiej powieści „Domiar złego”, napisanej w 1974, wydanej w 1977. – Recenzowałem wtedy tę książkę. – To dla mnie wspaniale, że Pan pamięta... Olkusz zaistniał, w sensie aury – także we właściwym debiucie, powieści „Aż do odejścia nocy”, napisanej w 1972, wydanej w 1988! Już nie mówiąc o „Fantach” (1980), gdzie bohater, pan Siemsia, bardzo kogoś przypomina a surrealistyczna scena spaceru mieszkańców pośród lasu, który tymczasem został wycięty, została przeniesiona z rzeczywistości. Dziś pytać o to Edwarda u niego w domu, ale myślałem, że jeszcze jest czas... Może ten, którego utrwalił w literaturze Stachura, właśnie mnie strzygł, gdy po przyjeździe z Krakowa musiałem na polecenie ojca obcinać włosy, a był to czas, kiedy nosiłem je bardzo długie... – Olkusz może poszczycić się wspaniałą historią, nie jest jednak nazbyt znany i popularny, choćby wśród turystów... – Tak. O powodach „niszowości” miasta zadecydowała zapewne historia Olkusz, choć tak blisko Krakowa leżał już w zaborze rosyjskim, za kordonem, granica z Galicją przebiegała o kilka mil za daleko. Po wojnie był co prawda w województwie krakowskim, ale w latach 70., po reformie administracyjnej, przydzielono go do Śląska i wiele spraw jeździło się załatwiać do Katowic. Dopiero teraz, po kolejnych zmianach, więzi z Krakowem są odbudowywane, ale to musi potrwać. Rzeka jest -ale jaka to rzeka? Nazwa jej Baba – wylewa periodycznie. Niedaleko Pustynia Błędowska Piaski. Atrakcje są – o tym za chwilę – ale ukryte. Nie bez znaczenia są również rozwiązania komunikacyjne – z Krakowa do Katowic przez Olkusz przejeżdża się obwodnicą, z której piękna zabytkowego miasta po prostu nie widać. – A może miasto robi zbyt mało, by się odpowiednio rozreklamować? pytać o to Edwarda u niego w domu, ale myślałem, że jeszcze jest czas... Może ten, którego utrwalił w literaturze Stachura, właśnie mnie strzygł, gdy po przyjeździe z Krakowa musiałem na polecenie ojca obcinać włosy, a był to czas, kiedy nosiłem je bardzo długie... – Olkusz może poszczycić się wspaniałą historią, nie jest jednak nazbyt znany i popularny, choćby wśród turystów... – Tak. O powodach „niszowości” miasta zadecydowała zapewne historia Olkusz, choć tak blisko Krakowa leżał już w zaborze rosyjskim, za kordonem, granica z Galicją przebiegała o kilka mil za daleko. Po wojnie był co prawda w województwie krakowskim, ale w latach 70., po reformie administracyjnej, przydzielono go do Śląska i wiele spraw jeździło się załatwiać do Katowic. Dopiero teraz, po kolejnych zmianach, więzi z Krakowem są odbudowywane, ale to musi potrwać. Rzeka jest -ale jaka to rzeka? Nazwa jej Baba – wylewa periodycznie. Niedaleko Pustynia Błędowska Piaski. Atrakcje są – o tym za chwilę – ale ukryte. Nie bez znaczenia są również rozwiązania komunikacyjne – z Krakowa do Katowic przez Olkusz przejeżdża się obwodnicą, z której piękna zabytkowego miasta po prostu nie widać. – A może miasto robi zbyt mało, by się odpowiednio rozreklamować? – Trudno mi to ocenić, nie jestem specjalistą od tzw. pijara. Ale widzę przecież, jak miasto pięknieje, jak dba o swe zabytki; jak się rekonstruuje mury miejskie, których fundamenty odkryto. A rewelacyjne zabytkowe organy Hansa Hummla i Festiwal Muzyki Organowej!? Zaraz, zaraz, przecież Olkusz leży na Szlaku Orlich Gniazd. Zamek w Rabsztynie, pod miastem, to już ruina, ale swoisty mikroklimat Rabsztyna pozostał. Jeszcze nie tak dawno kurowali się tam ludzie chorzy na płuca. Świeże powietrze dziś na wagę złota Warto pomyśleć. Dobrze byłoby przypomnieć Marcina Bylicę z Olkusza, profesora Mikołaja Kopernika na Uniwersytecie Krakowskim, wybitnego astronoma, matematyka i astrologa na dworach władców Zachodniej Europy. Krewny Marcina, Jan Bylica i Marcin Biem z Olkusza nadawali ton naukom ścisłym w XVI wieku. A może by tak otworzyć w Olkuszu Dom Astronoma? Lecz przecież są trwałe efekty promocji miasta Oto Starostwo Powiatowe wydało właśnie antologię „Olkuscy poeci”. Pisarz z Olkusza Olgerd Dziechciarz, wybrał wiersze 33 poetów i opatrzył je błyskotliwymi notami biograficznymi. Z lektury dowiemy się, kto był z Olkuszem związany. Na wyrywki: największy polski poeta łaciński Klemens Janicki; autentysta Stanisław Czernik; niedawno zmarły, ceniony w Europie twórca poezji konkretnej Stanisław Dróżdż; zamordowany w Katyniu awangardysta Lech Piwowar, oczywiście Jacek Trznadel, a także Bogusław Wit, znany w Olkuszu jako Wyrostkiewicz. Nowe nazwisko wybrał dlań Jerzy Zawieyski; Bogusław Wit był sekretarzem tego odważnego pisarza W powieści „Czułość i podniecenie” czytelnik znajdzie epizod, rzecz jasna przetworzony literacko: wizytę głównego bohatera w Konstancinie, gdzie willą nieżyjącego Zawieyskiego opiekował się olkuszanin, edytor „Dzienników” pisarza Wracam do rzeczywistości: to był trudny rok 1984, Bogusław mnie specjalnie zaprosił, przy stole, który on sam od A do Z znakomicie zastawiał, omówiliśmy wiele istotnych spraw, wróciłem do Krakowa bogatszy o bratnią duszę. Wiadomość o nagłej śmierci trzydziestoośmioletniego poety dopadła mnie w parę tygodni potem... To przeszłość. Zapamiętana Wraz z postacią poety w antologii. Dobrze, że są olkuszanie, którzy nie odkładają jej ad acta. Którzy również nie pozwolili na niepamięć o Kazimierzu Ratoniu, nazwanym „Polskim Rimbaudem” przez Bogdana Dworaka, poetę związanego z Olkuszem. Ratoń, odtrącony przez rodzinne Zagłębie, ma w Olkuszu „za grobem zwycięstwo”. Tu bowiem organizuje się ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Kazimierza Ratonia, którego kolejni laureaci już coś znaczą na literackiej mapie kraju. Rozmawiał Włodzimierz Jurasz PS. Spotkanie z Markiem Sołtysikiem odbędzie się 5 marca o godzinie 17 w Galerii Literackiej przy Galerii Sztuki Współczesnej BWA, Olkusz, ul. Szpitalna 34. (źródło: Dziennik Polski Małopolski Zachodniej, czwartek 25 lutego 2010) |