next
pause
play
prev

Aktualności

06.11.2014

Dwaj Słowianie między Wschodem a Południem

W nastroju latynosko-słowiańskim, z wyraźną domieszką orientalną, rozpoczęły się XIV Olkuskie Zaduszki Jazzowe. W środę 5 listopada 2014 w olkuskiej galerii BWA można było posłuchać koncertu Piotra Domagały i Olega Dyyaka. Program nosił tytuł „Pnącza”.

Zaduszki Jazzowe w Galerii Sztuki Współczesnej BWA są już stałym punktem olkuskiego kalendarza kulturalnego i powoli dorabiają się własnych tradycji czy rytuałów. Zgodnie z nimi, pierwszy z zaduszkowych koncertów zazwyczaj poświęcony jest muzyce najmniej komercyjnej, nieraz eksperymentalnej. Nie inaczej było tym razem.

Zgodnie z utartym schematem, duet równa się solista plus akompaniator. Piotr Domagała i Oleg Dyyak łamią ten stereotyp, tworząc duet dwóch solistów, którzy wzajemnie sobie akompaniują. I jakkolwiek na środowy koncert złożyły się wyłącznie autorskie kompozycje Domagały, jego pozycja lidera nie oznaczała w żadnym razie muzycznej hegemonii.

Piotr Domagała jest gitarzystą, kompozytorem, a także doktorem nauk muzycznych (wykłada w Akademii Muzycznej w Katowicach, w klasie Instytutu Jazzu). W ostatnich latach opublikował dwie płyty w trio z perkusistą Sławkiem Bernym i trębaczem Adamem Kawończykiem: „SlavonicTales” i „Pnącza”. Właśnie utwory z tych dwóch płyt, acz w nowych aranżacjach, wypełniły program olkuskiego koncertu.

Oleg Dyyak – absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie – jest multiinstrumentalistą. Na co dzień gra muzykę klezmerską w zespole Bester Quartet (dawniej noszącym nazwę The Cracow Klezmer Band), cenionym m.in. w USA, gdzie ukazało się kilka płyt tej formacji. Na koncercie w BWA grał na akordeonie (który jest jego głównym instrumentem), flecie prostym oraz bogatym zestawie instrumentów perkusyjnych.

Do BWA Domagała przybył ubrany w stylu z lekka orientalnym i tak też zaczął się koncert. Pierwszy wykonany przez duo utwór utrzymany był w nastroju wyraźnie medytacyjnym, nawiązywał do muzyki Indii, być może też Tybetu. Przy pomocy gitary elektrycznej Gibson, wspomaganej elektronicznymi efektami, gitarzysta kreował brzmienia jak gdyby smyczkowe, chwilami kojarzące się też z syntezatorem, przeważnie wydobywane poprzez samo palcowe vibrato, czasem przeplatane wolnymi, rozłożonymi akordami. Część z tych dźwięków, zwielokrotniana przez echo, tworzyła obsesyjne, krążące frazy przywodzące na myśl „soundscapes” Roberta Frippa. Oleg Dyyak zagrał piękne solo na flecie, jeszcze bardziej podkreślające wschodni nastrój tej kompozycji. Jako perkusista z początku grał jedynie dyskretny akompaniament, lecz w miarę narastania muzyki wprowadzał najpierw niepokojące odgłosy metalowych dzwonków, a pod koniec – zagrane na talerzach mocne przejścia o dużym ładunku emocjonalnym.

Do klimatów orientalnych duo wróciło raz jeszcze, w utworze przypominającym ragę, w którym nieco atonalną partię melodyczną gitarzysta zagrał na akustycznej gitarze dwunastostrunowej, z wykorzystaniem – jak wyjaśnił gitarzysta – „autorskiego strojenia”, dzięki któremu instrument zabrzmiał trochę jak sitar. Warstwa rytmiczna, znów początkowo dyskretna, bo sprowadzająca się najpierw do cichych szmerów na talerzach, następnie do delikatnego bębnienia w tle, szybko rozrasta się w szybkie tremola, nie mniej wirtuozowskie od serwowanych przez gitarzystę.

Najpełniej swój perkusyjny kunszt zademonstrował Oleg choćby w tytułowym utworze koncertu. W tej mocno latynoskiej kompozycji, opartej na mocno szarpanych akordach przechodzących w nieledwie rockowy riff, gra Dyyaka to istne szaleństwo perkusyjne, rozpoczęte szybką grą na kastanietach, kontynuowany podbijaniem pędzącego tematu gwałtownymi przejściami bębnowo-talerzowymi, a zwieńczone intensywną solówką.

Perkusja perkusją, lecz Oleg Dyyak jest przede wszystkim akordeonistą. Że „zmarszczka” doskonale nadaje się do grania jazzu, dowiódł już w spokojnej, swingującej balladzie (znów z orientalnymi naleciałościami, zwłaszcza w inicjalnej solówce gitary, granej ad libitum). Z początku jedynie towarzyszył gitarzyście długimi dźwiękami. Potem, gdy melodia przeszła w rodzaj ragtime’u, na bluesującą solówkę Domagały odpowiedział własną, równie swingową i nie mniej kunsztowną.

Jednak to nie nastroje orientalne, lecz południowe zdominowały koncert. Najczęściej były to wpływy latynoskie (choć w partii gitarowej jednego z utworów można było się dosłuchać także z lekka włoskiego „zaśpiewu”). Na przykład „Tanew” zagrana była w rytmie samby, czy może bossanovy (bezbłędnie podawanym przez Olega na bębnie afrykańskim).

Rytm flamenco dominował co najmniej w dwóch kompozycjach. Pierwsza z nich oparta była na wyraźnie hiszpańskim ostinato gitarowym, które Domagała zagrał na gitarze akustycznej i zapętlił w sekwencerze (tym trikiem posługiwał się podczas koncertu kilkakrotnie, tym samym wprowadzając jak gdyby drugiego, wirtualnego gitarzystę). To uczyniwszy, sięgnął po gitarę elektryczną, na której zagrał szybkie, kunsztowne solo, któremu Oleg sekundował dramatycznymi w nastroju uderzeniami w bębny i talerze. Druga oparta była na wyrazistym rytmie kołatek z afrykańskich orzechów i akordach gitary „preparowanej” (na strunach gitarzysta zawiesił grzechotki). Zmodyfikowany rytm flamenco miał utwór utrzymany w złożonym metrum 7/8. „Clue” tej kompozycji stanowiła zbudowana wokół gitarowego tematu nerwowa solówka akordeonu.

Zarówno południowe, jak i wschodnie inspiracje nie miały w sobie nic z epigoństwa. We wszystkich pobrzmiewał mniej lub bardziej słyszalny, lecz wciąż obecny pierwiastek słowiański. Bodaj najwyraźniej dał on o sobie znać w nastrojowej kołysance ze stopniowo komplikującym się gitarowym tematem (chwilami przywodzącym na myśl niektóre zagrywki Mike’a Oldfielda). Dyyak zwieńczył ten utwór rzewną, nieco rosyjską melodią zagraną na akordeonie.

Tego, że są muzykami o szerokich horyzontach, obaj artyści dowiedli przedostatnią kompozycją (która, notabene, zajęła pierwsze miejsce na Alternatywnej Liście Przebojów Radia Kraków). Wpadający w ucho temat gitary i akordeonu ujęli w przybierający na sile aranż, by pod koniec zabrzmieć jak grupa rockowa.

Pamiętając, iż jest to koncert zaduszkowy, na bis duo wykonało utwór „Ardance” poświęconym pamięci zmarłego przed kilkoma laty realizatora nagrań. Jeszcze raz zabrzmiały słowiańsko-hiszpańskie akordy i szybkie przejścia perkusyjne, przeplecione cichszą, refleksyjną wstawką. Tak zakończył się koncert, który zapewne na długo zapamiętają wszyscy, którzy ów środowy wieczór postanowili spędzić w BWA.

Przed nami jeszcze dwa wieczory Zaduszek Jazzowych. W poprzednich latach zazwyczaj drugi dzień tej imprezy wypełniała muzyka najbliższa jazzowej tradycji, trzeci zaś – najbardziej komercyjna. Czy tak będzie i tym razem? Zobaczymy, a raczej… posłuchamy.

Tekst: Jarosław Nowosad

Zdjęcia: Olgerd Dziechciarz

powrót do listy

Kalendarium

Październik 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
30123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031123
wszystkie wydarzenia