next
pause
play
prev

Aktualności

07.11.2014

Czwartek - tradycyjnie

Trwają XIV Zaduszki Jazzowe w olkuskiej Galerii Sztuki Współczesnej BWA. Drugiego dnia, 6 listopada 2014 roku, wystąpiło Jerzy Bokłażec Trio.

W poprzednich latach drugi dzień Zaduszek Jazzowych wypełniała zazwyczaj muzyka najbliższa jazzowej tradycji. Podobnie było w tym roku. Nie znaczy to, co prawda, by zespół, który wystąpił 6 listopada, grał klasyczne ragtime’y lub dixieland. Po prostu czwartkowy koncert nie miał w sobie nic z awangardy. I choć przyniósł wiele świetnej muzyki, nie był ani w połowie tak niezwykły i pełen zaskoczeń, jak środowy.

Jerzy Bokłażec Trio gra w klasycznym składzie: gitara, kontrabas, perkusja. Na repertuar ich koncertu we BWA złożyły się liczne standardy (wyłącznie powojennego jazzu) oraz równie liczne kompozycje lidera… utrzymane w identycznej stylistyce. To ten sam gitarowy jazz, który dominował na estradach w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego stulecia. Pogodny, melodyjny, z domieszką funky. Ktokolwiek w tamtych czasach słuchał choćby Extra Ball, ten wie, o czym piszę.

Jerzy Bokłażec – muzyk, kompozytor, dziennikarz muzyczny – gra na gitarze elektrycznej Gibson (to zresztą chyba ulubiona przez jazzmanów marka; jej ciepłe brzmienie idealnie nadaje się do takiej właśnie muzyki). Pozornie luzacko wyprowadza pozornie proste frazy. Są to jednak frazy niezwykle „śpiewne”. Tak ze standardu „Katrina Ballerina” Woody’ego Showa, jak i z własnego bluesa „Tell It Slant” zrobił prawdziwe „piosenki na gitarę”, a w bluesie „bez zbędnych słów” swoją grą zdawał się naśladować śpiewanie scatem. Kiedy przychodzi do improwizacji, swobodnie rozwija tematy, nie siląc się na efektowność. Bez fajerwerków – ale chyba nie o takowe chodzi. A o co chodzi? O wprawienie słuchacza w miły, zrelaksowany nastrój. Trzeba było dopiero kompozycji Milesa Davisa, by gitarzysta dowiódł, że wirtuozem jest (notabene ciekawie przełożył trąbkowy temat na gitarową artykulację). Zazwyczaj nie potrzebuje niczego udowadniać; kto słucha uważnie, ten i tak wie, że nawet te łatwe w słuchaniu melodie nie wychodzą same. Nie ma w tej muzyce wprost ujawnianych gwałtownych emocji (może poza wykonanym na bis autorskim tematem „Moral Disorder”); jest radość grania po jednej stronie i radość słuchania po drugiej. Na zakończenie pierwszej części koncertu wybrzmiał (również autorski) „jesienny” temat w rytmie zbliżonym do swingowego walca, lecz i jesień w ujęciu Bokłażca okazała się słoneczna (nastrojem kompozycja przywodzi chwilami na myśl Rodgersowskie „My Favourite Things”). Również z bluesa Joe Hendersona muzyk potrafi wykrzesać odrobinę pogody ducha. Natomiast w Coltrane’owskim „Impressions” dyskretnie uwypuklił orientalność tematu.

Dzielnie sekunduje mu kontrabasista Wojciech Ruciński. Niby po prostu gra riff, ale ten riff bywa bardzo „gęsty” (jak w wyjątkowo energicznej „Angelologii”). W swoich kunsztownych solówkach często nie tyle improwizuje wokół tematu, co wprowadza własny (jak w mocno funkującym „Treno Notte”). Kiedy indziej, choćby w Hendersonowskiej bossanovie „Recorda Me”, kontynuuje improwizacje gitarzysty. W jednej z takich improwizacji zawędrował chyba aż do Indii; w każdym razie na to wskazywały miękkie glissanda, jakby zaśpiewy sitaru przeniesione o oktawę lub dwie w dół.

I wreszcie perkusista Paweł Gębicki. To on najczęściej funkowo „przełamuje” rytm, wprawiając go w lekkie kołysanie. W partiach solowych często wdaje się w krótkie „dialogi” instrumentalne z gitarzystą, ale zdarzają mu się też dłuższe solówki. Ten, kto uzna je za banalne czy stereotypowe, po prostu nieuważnie słucha. Np. tam, gdzie w tradycyjnym jazzie wypada tremolo na werblu, Gębicki rozszerza je o szybkie przejścia po kotłach. W Davisowskim temacie niespodziewanie rozbija rytm, by wtrącić własną „wypowiedź muzyczną” (szkoda, że tak krótką!). Jednak zazwyczaj skromie pozostaje w tle, zadowalając się rolą (jak to ujął wielki Jimmy Page) „kręgosłupa zespołu”.

Z pewnością nie był to tak pamiętny występ, jak tamten środowy, ale z muzyką tria Jerzego Bokłażca chyba wszystkim czas upłynął bardzo przyjemnie. Usłyszeliśmy po prostu kawał solidnego, profesjonalnego, a przy tym bardzo optymistycznego jazzu. Jeśli kiedyś ta trójka nagra płytę, polecam ją każdemu, kto zechce się zrelaksować pogodnej, a zarazem niegłupiej muzyce.

Przed nami ostatni wieczór Zaduszek Jazzowych. Wystąpi, znana olkuskim słuchaczom z poprzedniej edycji imprezy, krakowska jazzrockowa grupa Workaholic.

Tekst: Jarosław Nowosad

Zdjęcia: Olgerd Dziechciarz

powrót do listy

Kalendarium

Luty 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728123
wszystkie wydarzenia