next
pause
play
prev

Aktualności

14.01.2015

Bossa nova przy choince

Druga i ostatnia tej zimy edycja olkuskich „Jazz Kolęd” odbyła się w sobotę 10 stycznia 2014. W Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Olkuszu wystąpiła Kasia Zawieracz, krakowska gitarzystka, ze swoim zespołem JazZoom.

JazZoom mieliśmy już okazję posłuchać podczas Zaduszek Jazzowych A.D. 2013, gdy zespół zaprezentował się w bardziej autorskim repertuarze. Kto z tej okazji nie skorzystał – niech posłucha ślicznej płyty Kasi pt. „To co lubię”, a będzie mieć pewne wyobrażenie tego, co dzieje się na koncertach.

Kasię Zawieracz i JazZoom charakteryzuje delikatne, miękkie, w znacznej mierze akustyczne brzmienie, wywiedzione z południowoamerykańskich rytmów samby i bossa novy, smacznie przyprawione bluesowym feelingiem. Na repertuar formacji składają się niezwykle melodyjne utwory (przeważnie autorstwa lub współautorstwa liderki), które – gdyby dziś radio było tak otwarte muzycznie, jak w latach 80/90 – miałyby duże szanse trafić na listy przebojów. Od czasu do czasu zespół przeplata je oryginalnie, twórczo potraktowanymi standardami.

Czym się różnił kolędowy koncert od tego zaduszkowego (poza choinką i girlandami ze świecących gwiazdek na scenie)? Zespół JazZoom wystąpił w zmienionym składzie (o czym później), ale przede wszystkim – co oczywiste – w zupełnie innym repertuarze. Jazzowy koncert kolęd, rzecz jasna, nie może obyć się bez paru tzw. „standardów świątecznych”. Nie zabrakło „Let It Snow” (choć, jak skomentowała mało zimową aurę wokalistka Anna Basista, bardziej pasowałoby „Let It Rain”), wykonanego mniej więcej zgodnie z oryginałem. Ale już takie „White Christmas” zabrzmiało całkiem odmiennie od słynnego wykonania Binga Crosby’ego – w parzystym rytmie i dość szybkim tempie, a przy tym niezwykle ciepło. Z kolei „Have Yourself a Merry Little Christmas” zagrane zostało w formie bluesa. Największym wszakże zaskoczeniem, gdy chodzi o krąg anglosaski, było wykonanie starej angielskiej kolędy „What Child Is This?” – rozpoczęte z towarzyszeniem samej gitary, a po wejściu reszty sekcji rozwinięte w modern-jazzowy aranż.

Moją największą ciekawość na takich koncertach budzą jednak wykonania tradycyjnych polskich kolęd. To, co najciekawsze w kulturze, powstaje często na styku kultur. Melodie wywodzące się z polskiego folkloru bardzo dobrze brzmią w jazzowych aranżacjach, czego dowiedli m.in. Namysłowski i Urbaniak. Oczywiście ważna jest tutaj inwencja aranżacyjna, ale dla dobrych muzyków tematy spoza świata jazzu stanowią szczególnie interesujące wyzwanie.

Dobrze wypadła kolęda „Jezus malusieńki”, zagrana w nieparzystym rytmie 6/8, ozdobiona pięknym solo fletu i wokalną improwizacją. Jeszcze lepiej – „Pójdźmy wszyscy do stajenki” z mocnym riffem o bluesowym przebiegu i „Gdy się Chrystus rodzi” wykonane w szybkim, jakby bopowym tempie. Bardzo pomysłowo zaaranżowane zostało „Gdy śliczna panna”, oparte na tradycyjnym jazzowym riffie na 4/4, z zaskakującą zmianą rytmu na nieparzysty w refrenie.

Prawdziwym wszakże żywiołem grupy JazZoom są – jak się rzekło – rytmy latynoskie. I dlatego jednym z jaśniejszych punktów programu było wykonanie „Przybieżeli do Betlejem” jako szybkiej, bluesowo frazowanej bossa novy. Prawdziwą perełką okazało się natomiast „Nie było miejsca dla ciebie”, zdecydowanie najlepszy utwór tego koncertu. Przeróbka tej kolędy, jeszcze mocniej „zanurzona” w bossa novie, została podana w umiarkowanym tempie, a śpiew wokalistki udanie podkreślał dramatyzm tekstu. Powagę tej pieśni dodatkowo uwypukliło bardzo emocjonalne solo gitarzystki, oparte na kunsztownych tremolach, przechodzące następnie w łagodniejszą solówkę fletu.

W ogóle solówki gitarowe Kasi Zawieracz to niezbywalny element stylu JazZoom. Choć wizualnie liderka trzyma się na uboczu, jej Gibson LesPaul dominuje choćby w ilości partii solistycznych. Co prawda, w porównaniu z autorskim repertuarem, tym razem więcej było w jej grze typowych riffów niż „solówkowania w tle” (choć np. w „Pójdźmy wszyscy do stajenki” błysnęła fajnym bridgem), jednak prawie każdy utwór ozdobiła efektownym solo. Częściowo partie te są wariacjami wokół głównego tematu (choćby w „White Christmas”), ale nierzadko zdarzają się też całkowicie spontaniczne improwizacje, gdy instrumentalistka tworzy na poczekaniu własny, osobny temat (jak w „What Child Is This”). Mam nadzieję, że kiedyś Kasia Zawieracz popełni czysto instrumentalną płytę, aby można było posłuchać jej solówek swobodnie płynących, bez ograniczeń czasowych.

Wokalistka Anna Basista – urodzona showmanka – gdy śpiewa i gdy nie śpiewa, jest w nieustannym ruchu. Tańczy, gestykuluje, pomiędzy utworami prowadzi całą konferansjerkę. A gdy śpiewa, czaruje swoim ciepłym głosem o sporej skali, swinguje, improwizuje. Tym razem nie dane nam było posłuchać, jak śpiewa scatem (co robi fenomenalnie), ale parokrotnie popisała się kunsztem improwizatorskim (szczególnie pod koniec kolędy „Jezus malusieńki”).

Nie byłoby delikatnego, miękkiego brzmienia JazZoom bez flecistki Eweliny Serafin. Jej grę można by nazwać „figlarną”, bo obfituje w szybkie, akcentowane dźwięki, niby filuterne mrugnięcia okiem. I ona zagrała wiele urokliwych solówek – nie tak pełnych emocji, jak te gitarowe; raczej stanowiących dla nich przeciwwagę. To takie łagodne uśmiechy, czasem pełne zadumy – jak w „Nie było miejsca dla ciebie”, gdzie obok solówki flecistka zagrała instrumentalny wstęp. To jej flet rozpoczął też „Have Yourself…”, a „Pójdźmy wszyscy…” zamknął urokliwą codą. Kiedy zaś Ewelina Serafin nie gra na flecie, wspomaga sekcję rytmiczną grając na marakasach, a wokalistkę – śpiewając w chórkach. „Gdy się Chrystus rodzi” wykonała w duecie wokalnym z Anną Basistą, a w „Przybieżeli do Betlejem” – kontrapunktowała ją śpiewem „chwała Panu”, do którego udało jej się wciągnąć publiczność.

Niestety, w JazZoom nie występuje już pianistka Ala Zhernova, która osiadła na stałe w Niemczech, gdzie sformowała własny zespół. Przy fortepianie godnie zastąpił ją Daniel Mazurkiewicz. Jego solówki w „Let It Snow” i w „Gdy się Chrystus rodzi” perliły się efektownym, wirtuozowskim tremolo. I on przeważnie krążył wariacyjnie wokół kolejnych tematów (choćby w „Have Yourself a Merry Little Christmas”), lecz potrafił także poimprowizować zupełnie „obok tematu” (np. „Przybieżeli do Betlejem” lub „Tak jak śnieg”).

W składzie zespołu zmieniła się również sekcja rytmiczna. Kontrabasistę Tomasza Kupca (polecam Państwa uwadze jego solo w „Sennym bluesie” z płyty „To co lubię”) zastąpił Paweł Kluba z elektrycznym basem pięciostrunowym. To bardzo dobry basista, potrafiący bez trudu wyjść poza ramy tradycyjnie pojmowanego riffu („Tak jak śnieg”). „Have Yourself…” okrasił piękną solówką, którą dał dowód dużych umiejętności (i, zdaje się, zainspirował Annę Basistę do jeszcze bardziej ożywionego śpiewu w drugiej części utworu).

Przy perkusji w JazZoom nie zasiada już Michał Heller, lecz Michał Peiker. Nowy bębniarz zespołu energicznie bije w zastanawiająco skromny zestaw perkusyjny (zaledwie „centrala”, werbel, hi-hat i talerze). Nie gra tylu solówek, co poprzednik, ale… może po prostu od niedawna jest w zespole i nie zdążył się z nim zgrać. Mimo to w powtórzonym na bis „Przybieżeli…” trochę poszalał w tle, więc złym technikiem chyba nie jest.

Słuchając JazZoom, niezależnie od wykonywanego repertuaru, nie sposób się nudzić. Ten zespół, nawet grając wyłącznie „cudze” tematy, zawsze zaskoczy słuchacza jakimś nowym podejściem, pomysłem aranżacyjnym, wreszcie – doskonałym wykonaniem. Mam nadzieję, że za jakiś czas olkuszanie znów będą mieli okazję usłyszeć Kasię Zawieracz i jej kolegów w autorskim programie. A są na to szanse, bo ponoć nowy skład pracuje już nad materiałem na nową płytę.

Tekst: Jarosław Nowosad, zdjęcia: Olgerd Dziechciarz

powrót do listy

Kalendarium

Lipiec 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930311234
wszystkie wydarzenia