next
pause
play
prev

Aktualności

21.08.2012

"New York City, I love you"

Proszę Państwa, właśnie powróciłem z wycieczki do Nowego Jorku. Byłem tam dzięki uprzejmości pani Ireny Kiełtyki. I bynajmniej nie dlatego, by przysłała mi zaproszenie lub załatwiła wizę. Mimo to byłem w Nowym Jorku i, co więcej, Państwo też mogą być… ale zacznijmy od początku! Kim jest pani Irena Kiełtyka? Malarką pochodzącą z Olkusza, lecz od lat mieszkającą właśnie tam – w New York City. Do Olkusza zawitała 10 sierpnia 2012 roku, by dokonać uroczystego otwarcia wystawy swoich prac w olkuskiej galerii BWA przy ulicy Szpitalnej. Jeszcze przez około dwóch tygodni można będzie tam zobaczyć obrazy artystki, utrzymane w stylistyce tzw. hiperrealizmu. Hiperrealizm, zwany też czasami fotorealizmem, to drugi obok pop-artu najważniejszy kierunek we współczesnej sztuce amerykańskiej. Opiera się na założeniu, iż w malarstwie obraz rzeczywistości winien być „prawdziwszy niż ona sama”.

Typowe dla tego stylu są wyostrzone kontury, intensywne barwy. Ulubiony temat hiperrealistów – to miasto, najlepiej duże, z jego ulicami, mostami, nowoczesną architekturą… Punktem wyjścia dla procesu twórczego jest natomiast zdjęcie lub slajd, na którym malarz uwiecznia wybrany przez siebie fragment miejskiego pejzażu. Fotografia, projektowana przy pomocy rzutnika na zagruntowane płótno (lub papier, jeżeli powstać ma akwarela), staje się nowoczesnym odpowiednikiem szkicu. Artysta przenosi go na obraz już przy użyciu tradycyjnej techniki: pędzla i farb. Nie odtwarza przy tym jedynie sfotografowanego widoku lub sceny, lecz nadaje mu wspomnianą wyżej hiperrealność – „prawdziwszą od rzeczywistości”.

Hiperrealizm narodził się w latach sześćdziesiątych, by na początku następnej dekady zyskać wielką popularność – również w Europie. Później na naszym kontynencie wyszedł nieco z mody, jednak w USA wciąż cieszy się uznaniem. Złośliwi twierdzą nawet, że to właśnie dzięki hiperrealizmowi współcześni artyści „wreszcie nauczyli się porządnie malować”…

Irena Kiełtyka, jak się rzekło, jest hiperrealistką i mieszka w Nowym Jorku. Zresztą między innymi tam właśnie, w Art Student League, studiowała malarstwo (oprócz tego ukończyła ASP w Krakowie, ASP w Warszawie i studia malarskie w Hang Zhou w Chinach). Nic przeto dziwnego, że właśnie to miasto uczyniła tematem swych obrazów. Dzięki temu zwiedzanie wystawy rzeczywiście przypomina wycieczkę po Nowym Jorku. Znajdziemy tu praktycznie wszystko, co zwykliśmy kojarzyć z tym miastem: szaroniebieskie wieżowce, wielkie samochody z panoramicznymi szybami odbijającymi ściany budynków, kolorowe wystawy wabiące przechodnia do sklepów, jasno świetlone stacje metra, upstrzone reklamami autobusy, nocne neony we wszystkich możliwych barwach i… grupę bezdomnych niedbale rozłożonych na ławce – taka scenka rodzajowa to wszak też jakaś część prawdy o chyba każdej metropolii, nie tylko w USA. Wydaje się, że tylko patrzeć, a Lou Reed – weteran i klasyk rock-and-rolla, zarazem bard Nowego Jorku – wpadnie na chwilę ze swą wysłużoną gitarą, by usiąść w kącie galerii i zaintonować: „New York City, I love you – I’m a New York City man”…

Irena Kiełtyka deklaruje się jako hiperrealistka, jednak – co się jej chwali – nie ulega tej estetyce niewolniczo. W wielu jej pracach (szczególnie akwarelach) dopatrzeć się można elementów choćby impresjonizmu. Wyraźnie widać to na portrecie wpatrzonej w nurt rzeki Hudson kobiety rozmawiającej z kimś przez telefon.

Sama artystka – sportowo ubrana pani o pogodnej twarzy i takim też usposobieniu, zapewne nie wyróżniająca się szczególnie na nowojorskiej ulicy – usiadła skromnie przy wejściu do sali wystawowej, gdzie ze spokojem przyjmowała gratulacje, odpowiadała na pytania, rozdawała autografy. Mogłaby chyba powtórzyć za Lou Reedem: „Nowy Jorku, kocham cię – jestem z Nowego Jorku”. Na zupełnym luzie, ze śmiechem opowiadała, jak to nieraz, by wykonać „fotograficzny szkic” do kolejnego obrazu, ustawiała się w takich miejscach, z których każdy policjant na świecie powinien był ją natychmiast przegonić… a nowojorski gliniarz jedynie przypilnował, by jacyś przedstawiciele marginesu społecznego nie spróbowali jej okraść. Nie pomyślałbyś, że rozmawiasz z laureatką m.in. Fantasy Fountain Grant to study in France, Honorary Mention Mc Dowel Competition, czy The Robins Foundation Travel – Study Grant Winners Exhibition… A jednak pozostała również olkuszanką – uważni zwiedzający wypatrzą wśród obrazów kilka takich, na których odnajdą wieżę kościoła św. Andrzeja, podwórko przy ul. Sławkowskiej, ul. Szpitalną i… jeden z olkuskich hipermarketów.

Piszę te słowa co i raz zaglądając do kolorowego katalogu wystawy (oczywiście z podpisem autorki!), by jeszcze raz wrócić do miasta Woody Allena, Andy Warhola, czy właśnie Lou Reeda, który za chwilę pewnie zaśpiewa mi z głośników. Oto świeci neonem „Europa Cafe” – chyba wejdę i zamówię „chocolate egg-cream” – nie żeby był to mój ulubiony deser, ale skoro Lou napisał o nim piosenkę, coś w tym musi być… Państwu też radzę odwiedzić Nowy Jork. Jeszcze nigdy nie był tak blisko.
powrót do listy

Kalendarium

Październik 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
30123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031123
wszystkie wydarzenia