next
pause
play
prev

Aktualności

15.11.2012

Miękkie lądowanie Zaduszek Jazzowych

Olkuskie Zaduszki Jazzowe A.D. 2012 za nami. Trzeci dzień festiwalu wypełniło to, za co wielu pokochało jazz, a przez co niektórzy się do niego zrazili (by ewentualnie po latach odkryć go na nowo). Krótko mówiąc, w sobotę 10 listopada 2012 przyszedł czas na jazz bardziej komercyjny, melodycznie powiązany z tradycją, acz nowocześnie zaaranżowany; jazz rewiowy, jazz na pograniczu popu. Co nie zmienia faktu, że wykonany wspaniale. W galerii BWA wystąpiła formacja Paulina Kujawska Band z programem "Najpiękniejsze piosenki polskie", gromadząc liczne audytorium.

Które polskie piosenki są najpiękniejsze - to w dużej mierze kwestia względna, zależna od indywidualnych upodobań, ale jedno nie podlega dyskusji. Paulina Kujawska ma piękny głos, silny, o dużej skali, dla swingowego repertuaru wprost stworzony. Co więcej, umie go kompetentnie użyć, o czym za chwilę. Potrafiła również otoczyć się naprawdę dobrymi instrumentalistami. Wojciech Wachułka (fortepian elektroniczny), Leszek Nowotarski (saksofon altowy i sopranowy, flet) i Bartek Szczepański (perkusja) kompetentnie uzupełniają jej wokal, o czym także za chwilę.

Taki a nie inny wybór utworów najwyraźniej podyktowany był konwencją, w jakiej utrzymany jest cały program. Nie znajdziemy więc w nim np. swingowych przeróbek polskiej poezji śpiewanej, muzyki ludowej, pieśni partyzanckiej, czy tym bardziej utworów rockowych, gdzie też znalazłoby się co najmniej kilka najprawdziwszych perełek. Spośród istotnie pięknych piosenek napisanych po polsku, w repertuarze znalazły się po pierwsze utwory z czasów dominacji jazzu w muzyce popularnej, a więc z okresu międzywojennego i pierwszych dekad po II Wojnie Światowej. Spośród przedwojennych standardów już na początku koncertu zabrzmiały dwa: "Na pierwszy znak" oraz "Ja się boję sama spać", a pod jego koniec - "Piosenka ci nie da zapomnieć" z filmu "Zapomniana melodia". Już w tych utworach Paulina Kujawska zaprezentowała próbkę swojego arsenału środków ekspresji wokalnej. Jest abiturientką katowickiej Akademii Muzycznej (obecnie sama naucza śpiewu w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej) i to słychać. Warsztat wokalny ma perfekcyjnie opanowany; potrafi uderzyć swym głosem w mocne tony, a za chwilę przejść do spokojnej, ściszonej artykulacji. Świdruje słuch przenikliwymi nutami, by za chwilę głaskać uszy słuchacza miękkimi tonami z niższych rejestrów. Ponadto umie połączyć śpiew z elementami aktorstwa - w "Na pierwszy znak" odegrała rolę niewinnego podlotka, by w "Ja się boję sama spać" wcielić się w postać wampa.

W powojennej klasyce wyróżnia się oczywiście twórczość duetu Wasowski/ Przybora (zdaniem ekspertów, porównywalna z kompozycjami Cole’a Portera). Artystka wybrała stamtąd "Walc Ambaras", który w jej wykonaniu przybrał postać lekkiego jak piórko, rozswingowanego walczyka. Gdy idzie o Przyborę, w programie zabrzmiał jeszcze jeden jego tekst, lecz do muzyki Kosmy - "Jesienny zmierzch", czyli "Autumn Leaves", w którym głos wokalistki brzmiał ciepło, przywołując atmosferę dawnych kawiarń ze swingującymi pianistami. Spośród polskich przeróbek zagranicznych evergreenów trzeba odnotować jeszcze "Jeśli ty nie istniałbyś" w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego z fletem bardzo pomysłowo zastępującym sekcję smyczków. By pozostać przy "złotych latach polskiego swingu", wspomnijmy bardzo bezpretensjonalne wykonanie "Serduszko puka w rytmie cha-cha" z repertuaru Marii Koterbskiej. Piosenkarka wykazała się tutaj talentem improwizatorskim, ubarwiając tę cokolwiek dansingową melodię. Genialnym przykładem twórczości polskiego jazzmana były natomiast wykonane nieco później "Samotne wyspy serc" (w oryginale: "100 Ways") Krzysztofa Komedy z czasów, gdy ten mieszkał już w USA i komponował dla Hollywood.

Moda na swingowe przeboje powróciła w latach siedemdziesiątych, gdy największe gwiazdy polskiej estrady miały w swym repertuarze jazzowe piosenki. Tę epokę reprezentowała "Bossanova do poduszki" wylansowana przez Marylę Rodowicz, "On tak ładnie kradnie" z musicalu "Halo Szpicbródka" oraz - last but not east - wielki przebój Ewy Bem "Moje serce to jest muzyk". Z późniejszych lat zabrzmiało "Czas nas uczy pogody" Stanisława Sojki i Jacka Cygana oraz wykonane na bis "Moje serce kołysze ciebie do snu" Krystyny Prońko.

Ostatnią grupę wykonywanych piosenek stanowiły podjazzowane wersje utworów pierwotnie nie mających z jazzem wiele wspólnego. Szczególnie fortunnie wypadło to w "Pod papugami" Niemena, gdzie sekcja umiejętnie podkreśliła od zawsze obecny w tej piosence rytm samby, a wokalistka pięknie się rozimprowizowała. Południowoamerykańskie rytmy zabrzmiały także, choć subtelniej, w urokliwym "Ty" (kompozycji Andrzeja Zielińskiego, lidera Skaldów). Nieco oporniej poddawało się swingowej przeróbce "Moje jedyne marzenie", pamiętna ballada Anny Jantar, w oryginale stylizowana na czasy wczesnego rock-and-rolla (choć i tu znalazła się okazja do improwizacji). "Walc Szczęście" (z repertuaru Łucji Prus) wirował niby fryga, ale dla wokalistki był głównie okazją do popisania się nienaganną dykcją - swingu za wiele w nim nie odnalazła.

Relacja z koncertu byłaby niepełna, gdyby pominąć towarzyszących Paulinie instrumentalistach. Wojciech Wachułka wystąpił w niejako podwójnej roli: w zespole nie ma basisty, pianista musiał więc zastępować go swoją lewą ręką (tak, jak czynili to wykonawcy pierwszych ragtime’ów). Jego akompaniament jest dyskretny, lecz w chwilach, gdy wokalistka nie śpiewała, potrafił błysnąć sympatyczną wstawką. Zarówno on, jak i flecista-saksofonista Leszek Nowotarski, praktycznie każdy utwór potrafili ozdobić jakąś stylową solówką, nawet jeśli niekoniecznie zaskakującą (zresztą zbytnie szaleństwa nie mieściłyby się chyba w konwencji koncertu), to bez wątpienia urokliwą. Czasem swą grą po prostu "dopowiadali" do tego, co śpiewała solistka. Kiedy indziej, najczęściej w standardach, dali próbkę improwizacji w starym, dobrym stylu.

W swojej konwencji był to bardzo dobry koncert i jeśli cokolwiek mi w nim przeszkadzało, to (w porównaniu z dwoma poprzednimi koncertami) niedobór typowej dla jazzu spontaniczności. Na zakończenie Olkuskich Zaduszek Jazzowych otrzymaliśmy po prostu solidne estradowe rzemiosło na bardzo dobrym poziomie. Być może zresztą, jak po koncercie powiedział poeta Grzegorz Ludwiczak, usłyszeliśmy po prostu "odrobinę melancholii z jazzem w tle", ale melancholii w najwyższym stopniu profesjonalnej. Taki miły, niezobowiązujący akcent na zakończenie; "miękkie lądowanie" po ekscytującym locie. Za takie lądowanie również należą się brawa.

Jarosław Nowosad

powrót do listy

Kalendarium

Listopad 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
28293031123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829301
wszystkie wydarzenia