next
pause
play
prev

Aktualności

09.04.2013

Dobre recenzje

Wydawane przez Galerię Literacką przy BWA w Olkuszu książki coraz częściej są recenzowane w poważnych czasopismach kulturalnych. W rzeszowskim kwartalniku „Fraza” (nr 4/78/2012) znalazły się dwie recenzje tomików wydanych w Olkuszu: Arkadiusz Stosur bardzo życzliwie napisał o tomiku „Poza ramy” Marty Jurkowskiej, a Olgierd Dziechciarz o „Samosiejkach” Teresy Radziewicz.

Fragment tekstu Arkadiusza Stosura o tomiku „Poza ramy” Marty Jurkowskiej:

„Każdy debiut jest próbą zmierzenia się ze słowem, które opisuje świat. Debiut wszczepia autora w krwioobieg literatury, inicjuje jego odmienność w kreowaniu wyobraźni literackiej. Marka Jurkowska buduje wiersze jak szkice malarskie. Są krótkie, pełne wyrazu, nasycone troską o pamięć, która funduje nasze życie na fundamencie rodziny, dzieciństwa i przyjaciół.
To jak wspomnienia świata utraconego, który powraca w innych wymiarach. Przyroda jest tu bliska człowiekowi, nieujarzmiona, schowana tylko za kurtyną na scenie dramatu życia, który toczy się między kobietami i mężczyznami, dziećmi i dorosłymi.
Biblijne obrazy są bliskie współczesności – zatem Sara i Noe mieszkają na barce, Salome wciąż beztrosko tańczy, Adam z Ewą ukrywają się w raju... Czy je zapamiętamy? Przecież „jesteśmy głusi na / syczenie wiatru / trzaskanie bata / płonie w nas krew” („Wypędzeni”). Wąż uosabiający zło wciąż kusi, ale kusi cały ludzki ród, kobieta jest tylko narzędziem w rękach losu. Toczy nieustanny dialog z mężczyzną; dialog, w którym uczestniczy świat przyrody. Definiowanie istoty człowieczeństwa jest niezwykle odważne i cenne. Marta Jurkowska używa prostych środków literackich, buduje obrazy symbolicznie. Słowa są podporządkowane stylizacji, która prowadzi nas labiryntem ludzkich spraw aż do galerii impresjonistycznych obrazów. Tutaj w ciszy i w skupieniu plamy słów przekształcają się w zbiór barw, nieposkromionych wyobraźnią wizji piękna – pełnego harmonii i spokoju. Pomiędzy słowami pozostaje obszar sentymentu i zachwytu.
(…)
Marta Jurkowska proponuje nam poezję nadziei, ale i dosłowności, szczerości i prostoty. Warto poszukiwać razem z nią kolejnych wymiarów rzeczywistości. Warto wchodzić w kolejne kręgi słów, by odnaleźć się ponownie w mądrości języka, którego używamy w życiu codziennym.
To poezja mądra i ciekawa. To poezja nieustannych poszukiwań i uważnych obserwacji każdego elementu rzeczywistości. To poezja odmitologizowania życia i potrzeby zaufania człowiekowi, który potrafi żyć w pięknie”.


Z kolei w warszawskim miesięczniku „Lampa” (nr 1-2/2013) zazwyczaj bardzo ostry i krytyczny Paweł Kozioł dość delikatnie potraktował tomik Natalii Zalesińskiej („Połączenia, Olkusz 2012), o którym pisze:

„Kiedy z kolei czytam Połączenia Natalii Zalesińskiej - tomik edytor¬sko znacznie skromniejszy, mniej zaopatrzony niezasłużonymi blurbami i o parę klas lepszy od poprzedniego (chodzi o tomik Joanny Bąk p.t. „Pan tu nie leżał”, Kraków 2012 – dop. red.) - nachodzi mnie niepoważna reflek¬sja, że z jakiegoś powodu w olkuskim konkursie imienia Ratonia od lat niezmiennie preferują wiersze rozpadające się na krótkie zdania: „Jesteśmy delikatni jak dzieci. A liście nabierają / koloru krwi Powiedziała, że ma nadzie¬ję”. Jest to model poezji, w którym robota zostaje przerzucona na czytelni¬ka: tyle on będzie miał z wiersza, ile sam włoży w miejsca oznaczone krop¬kami. Nie lubię tego, ale trzeba przyznać, że Zalesińska nieźle sobie z ta¬kim patentem radzi. A wymaga to przynajmniej tyle literackiej sprawno¬ści, aby między znakami przestankowymi, stanowiącymi póki co zasadni¬czy nośnik znaczeń, nie pisać bzdur.
Zalesińska znajduje się jeszcze o jeden szczebel wyżej - ten, z którego spogląda się na własną poezję, ażeby widzieć, w jaki sposób ona działa. Opisana powyżej metoda twórcza znajduje odzwierciedlenie w następują¬cych wersach: „A język małych ludzi / jest chropawą kocią łopatką. Sami / same / słowa, zdania. Nie znają sensu. Za szkłem / tanka, haiku.” Oczywiście zdarzają się też linijki kiepskie, bo schematyczne („śniłam o układaniu liter, bliskości”), lecz umiejętność spojrzenia z góry, z wyższego szczebla, pozwala domniemywać, że one kiedyś znikną. Na razie zaś po¬przestanę na odnotowaniu ciekawego, acz jeszcze niezrealizowanego po¬tencjału.”

I na koniec entuzjastyczna recenzja tomiku „Poza ramy” Marty Jurkowskiej z sopockiego dwumiesięcznika literackiego „Topos” (nr 6/2012), pióra poety i krytyka Piotra Wiktora Lorkowskiego.

BYLINY MALOWNICZE.
„Marta Jurkow¬ska, Poza ramy (Grafpress, Olkusz 2011). Debiut świadczący o znakomitym wyczuciu istoty poezji, która z zasady jest wychodzeniem poza ramy użytkowo potraktowanego języka, poza ramy potocznie postrzeganego świata, gdzie coś się dzieje, a potem znika bez śladu, wraz ze swoim zgiełkiem i zgrzytem. Ciekawe, co autorka powiedziałaby na tak przewrotne dictum recenzenta? Czy zaprotestowałaby przeciwko takiemu czytaniu, zwracając uwagę przede wszystkim na wiersze inspirowane malarstwem Moneta? (Rzeczywiście - wiel¬kiej urody.) Lecz dla mnie stanowią one punkt dojścia, uwieńczenie całości książki. Poetka roztropnie umieściła je pod koniec zbioru, pre¬zentując zrazu kunszt krystalizowania znaczeń w chwilach gdy powstają. Jej liryczne inspira¬cje leżą na ulicy Codziennej, w środku życia (por. wiersz „Krok od siebie”). Niesie je ze sobą rzeka lub burzowe załamanie aury („Korrida”). Trzeba je tylko przetworzyć. Używając odpo¬wiednich technologii doprowadzić do zwięzło¬ści, do przejrzystości; skomponować w figury ambiwalentne - tyleż zagadkowe, co czytelne na ich najmniej oczywistych poziomach (zob. „Promenada”). W razie potrzeby należy antropo¬morfizować przedstawianą przestrzeń (przykła¬dowo: „Ulica ma uszy stopy usta, / ulica mówi stój, bo zginiesz - / giniesz i stoisz / pośrodku tłumu. // Ulica zna ciemne sylwetki, / tajne przej¬ścia, bramy wąskie / jak gardła butelek. / Zapałki wysuwają z nich/ syczące języki - / skaczą do ust” - z wiersza „Przewodnik”). Metafory Jur¬kowskiej trafiają bardzo często w samo sedno wyobraźni. Pomocna tutaj okazała się również umiejętność sięgania do źródłowych narracji naszej kultury, zwłaszcza do dziejów upadku biblijnych Prarodziców, który to wątek przewija się trzykrotnie, ujmowany coraz ciekawiej. Nie wierzycie? Popatrzcie na Ewę, co teraz „zbiera inne owoce / rodzi dzieci i nie pozwala sobie / syczeć za uchem”. To cytat z wiersza „Nie stało się nic”. Czy jednak naprawdę nic nie zaszło? Przecież spotykamy tu Ewę mądrzejszą o dzie¬siątki trudów i o żar Adamowych pocałunków. Z taką Ewą kusiciel miałby ciężką przeprawę! O sile metafor Jurkowskiej przekonują nas wiersze będące zapisami lub wręcz rekon¬strukcjami wspomnień z przeszłości rodzinnej (świetny, zwięzły „Sierp”) lub prowincjonalno-parafialnej („Odpust”). Poetka na ogół unika konfesyjnego mówienia wprost. Chyba, że obowiązek przyjaźni nakazuje nieść pociesze¬nie zasmuconemu nieszczęśliwym kochaniem (zob. „Pamiątka z wakacji”). W końcowym cyklu ekfraz komentarzy do płócien Moneta, liryczne „ja” przyjmuje postawę hermeneuty, pomnażającego wymowę obrazu. Spaceruje więc od nenufarów do japońskiego mostka; wraz z rybaczkami wychodzi na klify Pourville; zanurza się w wielki błękit koło Antibes. Ponie¬kąd działa wbrew artystycznym założeniom impresjonistów stawiających na czystą, pozba¬wioną anegdoty wizualność. Usprawiedliwia ją jednak wdzięk interpretacji, gotowość obda¬rzania bohaterów kolejnych obrazów żywymi emocjami (por. „Czekając na statek”). Debiut późny, ale - powiedzmy wprost - bardzo, bardzo piękny”.
powrót do listy

Kalendarium

Kwiecień 2019
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293012345
wszystkie wydarzenia